Wedrówka Narodu Wybranego

ABRAHAM
Abraham_Izaak_de_La_Hire.jpg

IZAAK

JAKUB

IZRAEL

JÓZEF

MOJŻESZ

Fragment książki Rozmowy o Biblii. Opowieści i przypowieści
Anna Świderkówna

Cała historia zaczyna się w czasie, gdy Józef ma zaledwie siedemnaście lat. Co prawda, w tym wieku mężczyzna w Izraelu był już uważany za dorosłego (zazwyczaj od dwunastego, a najwyżej czternastego roku), ale autor biblijny podkreśla z tak szczególnym naciskiem młody wiek Józefa, że niektórzy badacze domyślają się tutaj śladu dwóch różnych tradycji: według jednej z nich Józef byłby już dorosły, chociaż młody, według drugiej mielibyśmy do czynienia jeszcze z dzieckiem. Być może chodzi tu jednak tylko o zwrócenie uwagi na jego naturalny w tym wieku brak dojrzałości, aby w ten sposób usprawiedliwić nie zawsze rozsądne postępowanie.
Trzeba wszakże przyznać, że znaczną odpowiedzialność za niechęć starszych braci do Józefa ponosi ich ojciec, który, jak czytamy: „miłował Józefa bardziej niż wszystkich swych synów jako urodzonego w podeszłych jego latach”. Sprawił mu też długą szatę z „rękawami” (37,3), a jak niektórzy tłumaczą „szatę wzorzystą”. Nie bardzo wiemy, o co tu chodzi, ale jedno nie ulega wątpliwości: jest to strój nieomal królewski, podkreślający wyjątkową pozycję młodego człowieka.
Siedemnastoletni Józef pasł stada ze swymi czterema braćmi zrodzonymi z niewolnic. I wtedy też, jak się zdaje, postąpił nieroztropnie, bo doniósł ojcu, „że źle mówiono o tych jego synach” (37,2). Donosicieli nikt z nas nie lubi… A jeśliby Józef w tym wypadku myślał tylko o dobru ojca, to i tak niewątpliwie nie przysporzył sobie życzliwości wśród braci. Następne zaś wydarzenia pogorszyły sytuację jeszcze bardziej. Oto Józef zaczyna mieć sny. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby przy pierwszej sposobności nie opowiedział jednego ze swoich snów braciom, którzy oczywiście zapałali do niego jeszcze większą nienawiścią. Mówił im bowiem: „Posłuchajcie, jaki miałem sen. Śniło mi się, że wiązaliśmy snopy pośrodku pola i wtedy snop mój podniósł się i stanął, a snopy wasze otoczyły go kołem i oddały mu pokłon”. Bracia odczytali ten sen bezbłędnie jako zapowiedź panowania Józefa nad nimi wszystkimi, i tym bardziej go znienawidzili. A potem będzie miał on drugi sen, który opowie już nie tylko swoim braciom, lecz także i ojcu: „Śniło mi się jeszcze, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd oddawały mi pokłon”. Teraz skarcił go także ojciec, mówiąc: „Co miałby znaczyć ów sen? Czy ja i matka twoja, i bracia mielibyśmy przyjść do ciebie i oddawać ci pokłon aż do ziemi?” Tak zganiwszy syna Jakub jednak „zapamiętał sobie tę sprawę” (37,5 – 11).
Józef był młody i nieprzezorny. Nie przewidywał najwyraźniej, jakie skutki może pociągnąć za sobą opowiadanie braciom takich dziwnych snów. Czytelnik natomiast, zgodnie z intencją autora, dojrzy tu misterne zawiązanie intrygi, która – jak w każdej dobrej powieści – każe mu śledzić z zapartym tchem dalsze losy bohatera nawet i wtedy, gdy z góry wie, że wszystko skończy się dobrze.
Tymczasem ojciec Józefa, zwany tutaj nie Jakubem, lecz Izraelem, posyła beztrosko Józefa do swych starszych synów, którzy pasą stada w Sychem. Młody człowiek najwyraźniej też niczego złego od swych braci nie oczekuje, wyrusza od razu w drogę, choć od Hebronu, gdzie przebywa razem z Jakubem, do Sychem jest kawał drogi (ok. 80 km), a on idzie tam oczywiście pieszo. Ojciec poleca mu, żeby sprawdził, czy jego braciom dobrze się wiedzie i czy nie mają jakichś kłopotów ze swoimi zwierzętami. Komentatorzy niekiedy myślą, że Jakub ma nadzieję pogodzić w ten sposób swoich synów.
Józef poszedł posłusznie, ale na próżno szukał braci w okolicy Sychem. Wreszcie jakiś przypadkiem napotkany człowiek, powiedział mu, iż słyszał, jak mówili, że pójdą do Dotain. Józef pospieszył oczywiście za nimi (a było to jeszcze ok. 20 km). Bracia dojrzeli go już z daleka i od razu zaczęli się naradzać, co najlepiej będzie zrobić z „tym, który miewa sny”. Mieli zamiar po prostu go zabić, i to zabić w taki sposób, żeby nikt się nie spostrzegł, że to ich robota. „Teraz zabijmy go i wrzućmy do jakiejkolwiek studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczmy, co będzie z jego snów!” Ale najstarszy z braci, Ruben, chciał koniecznie ocalić Józefa. Prosił zatem swych towarzyszy, by nie rozlewali niepotrzebnie krwi. Wystarczy, by go na razie wrzucili do suchej studni na pustyni i spokojnie zastanowili się, co najlepiej będzie zrobić. Sam miał bowiem zamiar wyciągnąć go potem stamtąd i odprowadzić do Jakuba.1

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-NonCommercial 3.0 License