Homer Odyseja
476px-Homer_British_Museum.jpg

Homer

– grecki aojda (rapsodas). Uważa się go za ojca poezji epickiej. Najstarszy znany z imienia europejski poeta.
Do jego dzieł zalicza się eposy: Iliadę i Odyseję. Żaden poeta grecki nie przewyższył sławą Homera. Na wyspach Ios i Chios wzniesiono poświęcone mu świątynie, a w Olimpii i Delfach postawiono jego posągi.

Według niektórych legendarnych informacji Homer pierwotnie nazywał się Melesigenes i był synem boga rzeki Meles płynącej koło Smyryny i nimfy Kreteis. Świadczy to o randze Homera w świecie greckim, gdyż zawsze wybitnym ludziom przypisywano tam boskie lub półboskie pochodzenie.

Nie zachowały się żadne wiarygodne wiadomości o jego życiu i, jak pisał badacz John Myres, żadne zdanie dotyczące Homera nie jest bezsporne. Niemniej, antyczni Grecy nigdy nie wątpili w jego istnienie. Prawdopodobnie urodził się w Smyrnie lub na wyspie Chios w Jonii – krainie w Azji Mniejszej, jednak wiele miast greckich ubiegało się o ten honorowy zaszczyt. W sporze o pochodzenie Homera brało udział siedem miast: Argos, Ateny, Chios, Itaka, Kolofon, Pylos, Smyrna.

Według legendy Homer był ślepcem. Tezę tę mogą wspierać dwa epizody umieszczone w homeryckich epopejach. W Odysei niewidomy bard Demodokos opiewa bohaterskie czyny, a autor, prawdopodobnie Homer, w Hymnie homeryckim pisze do Apollina: "Pozdrawiam was wszystkie. A o mnie pamiętajcie, gdy przyjdzie jakiś człowiek obcy, co świata doświadczył, i zapyta: Dziewczęta, który jest wam najmilszy z aojdów, co tu przychodzą? Wtedy wszystkie razem odpowiecie: Ślepiec, który mieszka na skalistym Chios – jego pieśni będą zawsze najpiękniejsze"(…). Martin P. Nilsson w pracy Homer and Mycenae podaje, że w wielu regionach w rytualny sposób bardów pozbawiano wzroku, co miało stymulować pamięć.

Homer w swych eposach posługiwał się charakterystycznym stylem. Styl homerycki cechuje się obecnością stałych epitetów, porównań homeryckich, wzniosłością (występuje patos), a także występowaniem rozbudowanych realistycznych opisów, powodujących retardację, czyli spowolnienie akcji utworu.

Imię Homera w antycznej grece oznaczało zakładnika, towarzysza, zmuszonego do podążania a w niektórych dialektach ślepca[1].

//http://pl.wikipedia.org/wiki/Homer//

Odyseja

(gr. Ὀδύσσεια Odysseia) - epos grecki, przypisywany Homerowi, oparty na antycznej ustnej tradycji epickiej, a w formie pisanej istniejący przypuszczalnie od VIII wieku p.n.e.

Odyseja była przez Homera śpiewana wierszem, tzw. heksametrem. Odyseja składa się z 24 ksiąg (pieśni).

W połowie III w. p.n.e. poemat został przetłumaczony na łacinę przez Lucjusza Liwiusza Andronika. Tłumacz użył wiersza saturnijskiego. Był to pierwszy przekład w literaturze europejskiej.

Odyseja przedstawia dzieje bohatera wojny trojańskiej, Odyseusza, powracającego spod Troi do rodzinnej Itaki. Najpierw burza dziesiątkuje grecką flotę i spycha okręty Odyseusza ku brzegom Tracji. Potem, naraziwszy się bogom (między innymi przez oślepienie Polifema, cyklopa-ludożercy, który był synem Posejdona), grecki heros błąka się po morzach (i wyspach) przez dziesięć lat, zanim dane mu jest wrócić do domu i rozprawić się z zalotnikami, którzy, korzystając z jego nieobecności, w nader bezczelny sposób starają się o względy jego małżonki, Penelopy.

W jaskini Kyklopa

779px-OdysseyPolyphemos.png

Jacob Jordaens
Jakob_Jordaens_Od_w%20jaskini%20_P.jpg

ODYSEJA -FRAGMENT OMAWIANY NA LEKCJI

Stamtąd-eśmy płynęli, płynęli wciąż smutni,
Aż do ziemi Kyklopów. Łotrzy to okrutni,
Gdyż całkiem się spuściwszy na opatrzność bożą,
Nie pracują nic w roli, ni sieją, ni orzą.
Nie orany, nie siany grunt tam nader płodny,
Daje jęczmień, pszenicę, winograd dorodny,
Gdyż deszczyk Diosowy często tam przepada.
Zresztą wieców nie znają, prawo tam nie włada.
Kyklop zwykle w jaskiniach, na gór samym szczycie
Mieszka, i rozkazuje jak pan swej kobiécie
I dzieciom, zaś o drugich nie ma troski żadnéj. (…)
Gdyśmy się już z kyklopskim zrównali wybrzeżem,
Na samym końcu lądu pieczarę spostrzeżem,
Co obrosła chaszczami lauru, gdzie kóz trzoda
I owiec nocleg miewa; jest tam i zagroda,
Zrobiona z brył ogromnych, ze skał w ziemię wbitych,
Także i z gonnych sosen, z dębów niepożytych.
Tam to mieszkał wielkolud, który swoje stada
Sam pasie, nie widuje żadnego sąsiada
I znać nie chce, więc żyje tylko sam ze sobą.
Karmiąc własne swe serce chytrością i złobą.
Potwór to był szkaradny; równego pachołka
Nie znaleźć między ludźmi: do góry wierzchołka,
Obrosłego borami, porównać go raczéj,
Co nad garby wystrzelon, z dala już majaczy.
Dałem rozkaz czeladzi tej, co zostać miała
Na pokładzie, by statku czujnie pilnowała;
A sam chwatów dwunastu dobrawszy wychodzę.
Wziąłem też z sobą bukłak z winem mocnym srodze (…)
Weszliśmy więc w pieczarę, ale w niej olbrzyma
Już nie było: snadź trzody pognał na pastwisko.
My tymczasem w tym gnieździe przetrząśliśmy wszystko.
Jakie tam serów kosze! Co jagniąt, koźlątek
Po chlewach! Każde miały osobny swój kątek:
Tu starki, tu jagnięta, a tam średniolatki,
Odgrodzone osobno; wszędzie gwałt serwatki
Po saganach i skopkach, w które podój zbierał.
Widząc to, każdy z druhów srodze się napierał,
Bym dał im nabrać serów i drapnąć. Znów drudzy
Chcą na okręt gnać z obór ten dobytek cudzy,
Potem rozwinąć żagle i umykać cwałem.
Puszczam to mimo uszu - czemuż nie słuchałem!
Chciało mi się go poznać, być jak gość podjętym -
Lepiej było się nigdy nie spotkać z przeklętym!
Rozpaliliśmy ogień, obiatę składamy.
Gomółek coś podjadłszy czekamy, czekamy -
Aż oto wrócił z trzodą, dźwigając straszliwą
Wiązań drzew wysuszonych, na kuchnię paliwo,
I cisnął pod pieczarą z łoskotem. My w strachu
Pokryli się po kątach podziemnego gmachu. (…)
Rozniecił ogień, a nas spostrzegłszy, tak rzeknie:
- Co za jedni? I skąd tu morzem przybywacie?
Czy za kupią? Czy szczęścia na morzu szukacie
Niby morskie łotrzyki, co to słoną wodę
Prują sobie na zgubę, a drugim na szkodę? -
Tak rzekł olbrzym, a serce tłukło się nam z trwogi
Na ryk mowy i widok postaci tej srogiéj.
Przecieżem się na słowo zdobył: - My Achiwi
Spod Troi wracający - rzekłem - nieszczęśliwi!
Siłaśmy burz na wodzie doznali w przeprawie,
Zbici z drogi, nie możem do dom trafić prawie. (…)
My wszakże do stóp ci się kłonim
Błagając, byś nas przyjął (bo kędyż się schronim?)
I opatrzył twych gości, jak obyczaj każe.
Bój się bogów! Nie odmów, gdy proszą nędzarze!
Zeus mści się krzywdy gościa, skargę jego słyszy,
On podróżnemu w drodze zawsze towarzyszy! -
Tak rzekłem. Jędzon na to tę odpowiedź da mi:
- Głupiś, alboś z daleka przyszedł, że bogami
Chcesz mię straszyć i radzić, bym im cześć oddawał:
Kyklop nigdy na niebie pana nie uznawał,
Nigdy żadnych bóstw świętych. My lepsi niż oni.
Strach przed Zeusem twej głowy pewnie nie obroni
Ani twych towarzyszy; o gniew ten nie stoję;
Jeśli mi chętka przyjdzie zjeść was, zrobię swoje.
A tymczasem mów, kędyś zostawił swą nawę?
Czy blisko, czy daleko? zdaj mi wierną sprawę! -
Chytrze mówił. Jam przecież zrozumiał podrywkę
I naprędce podobnąż ułożyłem śpiéwkę:
- Lądowstrząsacz Posejdon, on to mi na skały
Tych brzegów okręt rzucił i strzaskał w kawały,
Bo od morza wichr straszny ciągle na nas pędził.
Mnie tylko i mych druhów od śmierci oszczędził. -
Tom rzekł, a jędzon milcząc jął oczyma strzelać
I ręce wyciągnąwszy tam, gdzie stała czeladź,
Dwóch pochwytał i o ziem cisnął jak szczenięty,
Aż z czaszek mózg na ziemię bryznął rozpryśnięty;
On zaś, w sztuki podarłszy ciała, na wieczerzę
Pożarł je jak lew górski, a nawet się bierze
Do trzewiów, szpik wysysa i ogryza kości.
Na ten widok, do Zeusa tam na wysokości
Wznosim ręce i stoim jak spiorunowani.
Lecz olbrzym, gdy w kałduna utopił otchłani
Ludzkie mięso i mleko, którym je zaléwał,
Jak długi między trzodą legł i odpoczywał. (…)
A mnie tysięczne zamiary się roją
Do zemsty; byle pomoc dała mi Pallada! (…)

Bohater pomścił pożartych przez potwora towarzyszy: upił Kyklopa winem i rozpalonym drągiem wypalił mu jedyne oko. Chytry Odyseusz przewidział także i udaremnił możliwość udzielenia Polifemowi (tak nazywała się potwór) pomocy przez innych Kyklopów, przedstawiając się imieniem N I K T. Na krzyk Polifema: "Nikt mnie morduje" Kyklopy stwierdziły, że oszalał, i nie przybiegły do pieczary.

Tymczasem jęcząc z bólu, stękając bez przerwy,
Kyklop wrota namacał, i lekko jak pierwéj
Podniósł głaz, usiadł w bramie i szukał rękami,
By się który nie wymknął z naszych wraz z owcami.
Miał on mnie za wielkiego głupca oczywiście.
Nuż ja łeb sobie łamać, jak tu znaleźć wyjście,
By mych druhów i siebie wydobyć z tej toni,
A jedna myśl za drugą jak goni, tak goni:
Gra o życie. Jakiegoż zażyć tu fortelu?
Znalazłem go, i lepszym zdał mi się od wielu. (…)
Siadł w progu; macał pilnie grzbiet każdego tryka,
Lecz ani się domyślał, żem ja popod brzuchy
Wełnistych tryków moje popodsadzał druhy! (…)
Gdy uszedł dobry kawał, zaraz się odpaszę
Od mego capa; również robię i z drugimi.
Więc gdyśmy się ujrzeli naraz bezpiecznymi,
Zajmujemy te spasłe i udziaste tryki
I pędzim je na okręt krętymi przesmyki.
Widząc nas wracających, z radości aż skaczą
Nasi w nawie, zgubionych za to rzewnie płaczą;
Alem ich wnet uciszył, dając znać na migi,
Że to nie czas, i każę w okręt na wyścigi
Ładować naszą zdobycz wełnistą i daléj
Odbijać precz od lądu. Co gdy wykonali,
Zasiedli długie ławy a robiąc wciąż wiosły
Rozbijali te ciemne fale, co nas niosły.

Źródło:http://polonista.w.interia.pl/homer/odyseja.html

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-NonCommercial 3.0 License